Pokazywanie postów oznaczonych etykietą depresja poporodowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą depresja poporodowa. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 lutego 2014

butla vs pierś

Już od początku ciąży, jak tylko zaczynamy się interesować naszym stanem, porodem i poźniejszym wychowaniem we wszystkich gazetach jesteśmy otoczone 'kampanią cycka'. Nie podważam faktu, że karmienie piersią jest po względem zdrowia najlepszym rozwiązaniem dla dziecka. Ale, ale. Osobiście przytłoczona tym całym 'halo' w tej kwestii czułam się w obowiązku karmić piersią i wydawało mi się, że to nic trudnego... Potem zaczęły się schody. Zaraz po porodzie przystawienie do piersi nie wydawało się skomplikowane, ale z dnia na dzień było coraz trudniej. Mogłam karmić tylko w jednej pozycji - na leżąco - ze względu na szwy, które niemiłosiernie ciągnęły i uniemożliwiały siadanie. Po prostu dupsko bolało. Żeby tego było mało, to tylko z jednej piersi Panicz raczył jeść. I szczerze mówiąc przystawienie go nawet do tej lubianej zajmowało kupę czasu i nerwów- moich i Jego. A jak już złapał to ja nieruchomiałam jak skała, oczywiście w mega niewygodnej pozycji.. Jak już w niej nie wytrzymywałam i próbowałam ją zmienić to oczywiście puszczał brodawkę, nie mógł jej złapać i krzyyyyk. Jednej nocy bardzo długo próbowaliśmy się nakarmić i w końcu dałam za wygraną i poszłam do położnej z prośbą o sztuczne mleko, bo nie chciałam przecież własnego syna głodzić. Położna zarzuciła mi takie spojrzenie, że wszystkiego mi się odechciało. I zaczął się dialog, który przytaczałam już w innym poście, ale go powtórzę:

- Jak to nie potrafi pani nakarmić butelką?! 

- Nigdy tego nie robiłam, to moje pierwsze dziecko...
- Źle go pani trzyma!
- No to jak mam go trzymać?!
- I nie całą butelkę tylko 20 ml!!'


Jak zgłaszałam swój problem z przystawianiem go do prawej piersi, to dowiedziałam się jedynie, żeby spróbować Go karmić spod pachy. Zajebiście. Tylko po pierwsze nikt nie zaprezentował tego stylu a po drugie dupsko boli - nie wysiedzę.

Po powrocie do domu było jeszcze gorzej. Z jednej piersi w ogóle nie jadł, więc żeby mi nie wybuchła musiałam 4 razy dziennie marnować czas na odciąganie pokarmu (oraz wyparzanie wszystkiego co się da, butelek smoczków, laktatora - tylko brakowało żeby cycka też wyparzać w garze) i potem podawać na zmianę jedną pierś i butlę z moim pokarmem - oczywiście butelką szło łatwo i przyjemnie, a piersią jak krew z nosa.

Następnie przyplątała się depresja poporodowa, wtedy zaczęłam się zastanawiać nad sztucznym karmieniem. Ale wciąż w około słyszałam pytanie czy karmię piersią. Oczywiście wraz z komentarzami, że to najlepsza ochrona dla dziecka i piersią karmić trzeba. Poczułam się więc jak wyrodna matka, gdy postanowiłam przerwać karmienie piersią, by móc przyjąć leki, które doprowadzą mnie do porządku. Chciałam wytrwać w karmieniu piersią miesiąc - żeby być trochę mnie wyrodną matką - i prawie się udało. Pod koniec pierwszego miesiąca udałam się do doktor G. z prośbą o leki na zahamowanie laktacji, aby przestać marnować czas na ściąganie pokarmu. Leki dostałam, wraz z obszerną informacją na temat skutków ubocznych takich jak bóle głowy, mdłości i ataki lękowe - które już miałam, więc przestraszyłam się ich tak bardzo, że w naturalny sposób w ciągu dwóch dni straciłam pokarm. I problem z głowy. Bo prawda jest taka, że nie lubiłam karmić piersią. Stresowałam się, że nie możemy się przystawić. Karmiłam w niewygodnych pozycjach. Często bolało. Cycki nie mieściły się w staniku. I nie sprawiało mi to żadnej przyjemności. O takich rzeczach matki nie mówią. A powinny - żeby mit o wspaniałym karmieniu piersi 

W kwestii bliskości, którą to się buduje karmiąc piersią... W moim odczuciu bliskość między mną a Żabkiem zaczęła się tworzyć właśnie w momencie, gdy odstawiłam go od piersi. Zarówno ja jak i on przestaliśmy się męczyć i stresować karmieniami. Więc nieprawdą jest, że karmiąc butelką nie można się związać z mamą. Już nie wspomnę nawet, że tatuś też ma okazję budować więź karmiąc.

Ponadto ja byłam karmiona piersią dość długo, a w przeciwieństwie do moich koleżanek, które były karmione sztucznie ja zawsze byłam bardzo chorowita, a do tego trochę psychiczna... I wcale nie bardziej inteligentna, ani nie mam lepszych relacji z moją matką.

Dlatego wkurza mnie to całe halo wokół karmienia piersią. Kobieta może wybrać jak jest dla niej i dla dziecka najlepiej i nie powinna być z tego względu napiętnowana. A również mleko początkowe 1, które nie może być reklamowane, ani nie może mieć promocyjnej ceny według mnie jest wręcz dyskryminacją kobiet karmiących butelką.

I jak to mądrze zakończyć? Żabek się rozpłakał, czas na karmienie. BUTELKĄ. I wcale się tego nie wstydzę.




piątek, 10 stycznia 2014

baby bluesy

Za Baby Blues odpowiada Państwowa Służba Zdrowia..
Za MÓJ Baby Blues, a raczej prawie-depresję-poporodową odpowiada szpital, w którym rodziłam - jestem o tym przekonana.


Po pierwsze - co to za polityka, że jak mnie zabierają na porodówkę to nie pozwalają przyjechać mężowi - 'bo jeszcze za wcześnie' ?! Dla mnie było w sam raz - wpadłam w histerię przeplataną z bolesnymi już skurczami na godzinę. Wtedy łaskawie zgodzili się żeby przyjechał.



Po drugie - co to za położna krzyczy, że tak się nie oddycha?! Jak nie tak, to proszę pokazać jak, ja jestem pierwszy raz w danej sytuacji, boli jak cholera, ciężko się skupić i pamiętać JAK oddychać. Nie trzeba krzyczeć. Trochę empatii.



Po trzecie - po porodzie podobno przysługuje Mężowi pobyt 3 godzinny w tzw. bocianim gnieździe. Mojego wygonili po pół godziny i od tego momentu zostałam z synkiem sama. Obolała. 'Wykrwawiająca się'. SAMA.



Po czwarte - raz usłyszałam, że nie dostanę świeżego prześcieradła (synek miał wypadek na łóżku...), bo jest niedziela i nie mają tyle wypranych - na szczęście tego dnia wypuścili mnie do domu...



Po piąte - raz usłyszałam zarzut - czemu nie poproszę o świeże prześcieradło, skoro zakrwawiłam to na którym spałam - nawet nie zdążyłam bo jak tylko zakrwawiłam, to trzeba było dziecko przewinąć..



Po szóste: 4 rano, po godzinie płaczu proszę o mleko w butelce, bo nie możemy się nakarmić i instrukcje.

' - Jak to nie potrafi pani nakarmić butelką?! 
- Nigdy tego nie robiłam, to moje pierwsze dziecko...
- Źle go pani trzyma!
- No to jak mam go trzymać?!
- I nie całą butelkę tylko 20 ml!!'


Po siódme:

' - Dlaczego pani nie przemywa pępka?!
- Bo wczoraj pytałam i mi nie kazano... Powiedziano żeby zostawić...
- Nikt pani tak nie mógł powiedzieć!!!"


I mogłabym tak wyliczać w nieskończoność zachowania świadczące o całkowitym braku empatii ze strony położnych i lekarzy... Jakby dodać do tego, że po nacięciu nie da rady usiąść i każdy ruch wywołuje wielki ból, do Ciebie nikogo nie wpuszczą, nawet męża, żeby chociaż na chwilę Cię odciążył, nikt nie pokaże Ci jak przewinąć, przebrać, nakarmić dziecko - wszystko na Twojej obolałej głowie. Ale działasz, pod wpływem adrenaliny i dopiero jak Cię w końcu wypiszą, wrócisz do domu, to zaczyna z Ciebie adrenalina schodzić, a nachodzi coś dużo gorszego... Baby blues, albo nie daj Boże depresja. Oczywiście w tym czasie masz nawał pokarmu, więc oprócz okropnego samopoczucia, płaczu, myślisz że Ci cycki wybuchną. Możesz dostać od tego gorączki i nawet przekonania, że jest tak źle, że zaraz umrzesz. Nie śpisz, każde westchnięcie dzieciątka Cię pionizuje...



I jak dobrze pójdzie, to minie to po paru dniach. W tym czasie bardzo ważna jest opieka najbliższych i wsparcie, które postawi na nogi. Ważne jest zdjęcie szwów, które umożliwi Ci fizyczne funkcjonowanie. I kapusta na cycki. Trzeba sobie uświadomić, że to jest normalne i każda przez to przechodzi. Ale gdyby nie przeszło, należy poradzić się specjalisty, żeby nie doprowadzić do trudniejszej w leczeniu depresji poporodowej.